NASI PODOPIECZNI

Od kilkunastu miesięcy wspomagamy trzy rodziny, które poznaliśmy bliżej podczas obozów sportowo-wypoczynkowych nad Oceanem Indyjskim w 2019 i 2020 roku. Osób w potrzebie jest znacznie więcej, ale czasami trzeba dokonać trudnego wyboru, bowiem wszystkim nie sposób jest przyjść z pomocą. Na taką decyzję wpływ miało przede wszystkim podejście rodziców do swoich dzieci, którzy odejmują sobie od ust, aby tylko zapewnić im dobry poziom edukacji i przyszłość. Nie siedzą i nie czekają aż ktoś im coś da, tylko sami starają się na różne sposoby pozyskać środki na ich utrzymanie i wykształcenie.

Rodzina Jasca

Mieszkają w wiosce Mtwapa, w dzielnicy Mtomondoni. Jasca pracuje jako kelnerka w hotelu przy Bamburi Beach, John jest sprzedawcą pamiątek w jednym z obiektów. Mają dwójkę wspaniałych córek – Perpetua (ur. 2012) i Jasmine (ur. 2015). To właśnie Jasca, jako pierwsza pokazała nam prawdziwą, „poza hotelową” Kenię. Żyją skromnie, inwestując głównie w edukację dzieci. Do tej pory radzili sobie bez większych przeszkód. Niestety, epidemia koronawirusa sprawiła, że oboje znaleźli się bez środków do życia. Otrzymali wypowiedzenia bezterminowe.

Aktualnie wspieramy ich przekazując środki finansowe na przeżycie w tych trudnych chwilach. Po zakończeniu epidemii, jeśli nadal będą bez pracy, chcielibyśmy im pomóc w zakupie lodówki i zbiornika wody. Dzięki temu będą mogli sprzedawać w wiosce wodę i soki z owoców które uprawiają. Pozwoli im to zarobić około dwóch dolarów dziennie i utrzymać rodzinę. Po cichu liczą na to, że po zakończeniu epidemii, przynajmniej jedno z nich wróci do pracy.

Link do galerii: wkrótce

Rodzina Saro

Czteroosobowa rodzina w składzie: Saro (ur. 1984), jego żona Zipporah (ur. 1985) i dwójka dzieci – Nelka (ur. 2008) i Nelius (ur. 2012). Mieszkają w dzielnicy dla ubogich, w okolicy Primary School of Mtwapa. Wynajmują jedno pomieszczenie – pokój, w którym zarówno śpią, uczą się, jedzą, gotują i spędzają czas. Toalety mają na zewnątrz, wspólne dla całej ulicy.

Aktualnie pozostają bez jakichkolwiek środków do życia.

Saro, gdy go poznaliśmy, był stróżem nocnym i bagażowym w hotelu przy plaży. Niestety, razem z początkiem epidemii stracił pracę. Wierzył jednak, że gdy wirus zniknie na nowo ją podejmie. Jednak w niedzielę wielkanocną wydarzyło się coś, co przekreśliło jego szansę na powrót do tego zawodu. Wylądował w szpitalu, gdzie po dwóch dniach okazało się, że ma przepuklinę w odcinku lędźwiowym; ponadto wypadł mu dysk (dyslokacja). Uraz jest zbyt poważny i każde przeciążenie może skutkować poważnymi konsekwencjami. W tej sytuacji nie będzie już mógł wrócić do pracy w hotelu jako bagażowy. Jest przerażony. Jedyną szansą na powrót do normalności jest jak najszybsze rozpoczęcie nowego biznesu.

Nasza akcja zakupu tuk-tuka, którą rozpoczęliśmy w lutym 2020 roku (po tym jak Saro poprosił nas o wsparcie finansowe tego biznesu, gdyż chciał uniezależnić się od turystyki hotelowej), okazała się bardzo trafna, a wręcz prorocza, gdyż dziś jest to w zasadzie jedyna realna szansa, aby mógł zarabiać.

Zbiórkę prowadzimy przez portal zrzutka.pl (https://zrzutka.pl/5d9f8c). Całość uzbieranych środków zostanie przeznaczona na zakup pojazdu, podatki, ubezpieczenie i wykupienie pozwolenia na ten rodzaj działalności.

Żona Saro, z wykształcenia nauczycielka, jest bezrobotna. Niestety, nie ma znajomości, aby „wkręcić się” do pracy w którejś ze szkół. Swój czas poświęca nauce dzieci. Często oboje odmawiają sobie jedzenia, byle móc zapłacić za ich szkołę. W najlepszych miesiącach muszą przeżyć za dwa dolary dziennie, w pozostałe za jednego.

Więcej o życiu rodziny i jej potrzebach można przeczytać pod linkiem do zrzutki. Link do galerii.

Rodzina Mwinjabu

Mieszkają w jednej z wiosek w hrabstwie Kilifi, w okolicy Junju Primary School. W domu z ponad 100-letnią historią (zbudowanym z trzciny i ziemi), który tymczasowo zajmują, żył ich pradziadek. Głową rodziny jest Mwinjabu (ur. 1975). Razem z żoną Rehema (ur. 1975) wychowują trójkę dzieci: Uba (ur. 2006), Salma (ur. 2008) i Kibwana (ur. 2013).

Mwinjabu sprząta pokoje w hotelu przy plaży. Jest pracownikiem sezonowym. Z zamiłowania jest rolnikiem i ogrodnikiem. O drzewach, krzewach i uprawianych warzywach, wie prawie wszystko. Jego żona jest nauczycielką. Pracuje głównie społecznie, gdyż z powodu korupcji jej wypłaty są znacznie obcinane przez dyrektora. Nie ma jednak żadnej alternatywy.

Aktualnie oboje pozostają bez środków do życia. Zarówno hotel, jak i szkoła z powodu epidemii zostały zamknięte. Dzięki uprawie ziemi, w ciężkich czasach żywią się zasadzoną kukurydzą i maniokiem. Dietę wzbogacają orzeszki ziemne oraz liczne owoce z drzew, które posadzili ich rodzice.

Link do galerii.