Get Adobe Flash player

PARTNERZY

  • muzeumsportu
  • hurra
  • Jeti
  • mjp

PATRONI MEDIALNI

  • trener biegania
  • maratony polskie
  • maratonczyk
  • biegam bo lubie

OFICJALNY PRZEWOŹNIK UCZESTNIKÓW

PROJEKTU
POLSKIE HIMALAJE

qatar

POZNAJMY SIĘ

Gabriela (Gabi) KANTARSKA (ur. 1.01.1970, Kędzierzyn-Koźle) - Kim jestem? Najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Czy tak można? Owszem, można, o ile do szczęścia potrzeba Ci gór!

Piękna idea uczczenia setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Bieg ku wolności, zmagania z własnymi słabościami, bólem.... Trekking, czym będzie dla mnie? Spełnieniem marzenia. Wiesz jak to jest, kiedy ktoś woła Cię na ulicy? Odwracasz głowę, patrzysz kto i czekasz na spotkanie. Raptem to parę chwil. Everest woła mnie od dawna, tylko jakoś nam nie po drodze było... A to "ruch na drodze", a to nie czas i miejsce. Wciąż słyszałam to wołanie i czułam, że kiedy odwracam głowę widzę tylko pustkę, nicość. Dziś ta nicość przybiera postać Everestu.

Kiedy dowiedziałam się o projekcie, oniemiałam. Poczułam „motylki w brzuchu”, jak przed pierwszą randką. Wiedziałam, że muszę spróbować, tylko wydatki są spore. I tu dziękczynne moje słowa kieruję w stronę męża. Dzięki Marku za wsparcie, za wielki krok w spełnieniu mojego największego marzenia. Zapisałam się, wpłaciłam kasę i stwierdziłam, że to niezwykły sposób na podziękowanie Piłsudskiemu za moją i Twoją wolną Polskę. Wiem, wiem sam Piłsudski niezależności nam nie zafundował. Zatem poprawka, dziękuję Wszystkim za mój wolny kawałek przestrzeni. Pomijając „problemy” wewnętrzne, czuję ową NIEPODLEGŁOŚĆ! To moje poranne wstawanie, otwarcie okna i głęboki oddech... wchłaniam tę wolność i niezależność całym moim ciałem. Banalne? Być może, ale jakże piękne.

Everest - moje 8848 westchnień. Szczyt marzeń na wyciągnięcie ręki. Stanąć u stóp Jej Wysokości, z powagą spojrzeć na Dach Świata i głośno krzyknąć, że jestem magicznie szczęśliwa. Tak głośno, by usłyszał mnie każdy człowiek na Ziemi. I gdybym tylko mogła z wiatrem przesłać zapach euforii. Gdybym mogła móc dotknąć „szat” Everestu, posłuchać bicia serca, przecież tyle w Nim zapisanych historii. Myśli w modlitwie zanurzę za tych, którzy tam pozostali na zawsze. A może ONI staną obok mnie, w ciszy...

Czyż Mount Everest nie jest przykładem niepodległej góry? Tylu ludzi stara się przekroczyć granicę 8000 m, a ona pozwala nielicznym. Czasem zamyka „okno”, przysłania zasłony z chmur białych i milczy. Tych niepokornych, co pukają „do drzwi” przegania. Zdarza się jednak, że promienieje w słońcu, żartuje sobie i... 17 lutego 1980 roku zaprosiła do stołu dwóch niezwykłych ludzi - Wielickiego i Cichego. Pierwsze zimowe wejście na Mount Everest, nasze - POLSKIE. Panowie wyruszyli z niepodległej Polski i wrócili do Niej, zda się z błogosławieństwem najwyższej góry Ziemi.

Baza wypadowa. 5545 m - z tej wysokości głos podziękowania i radości rozniesie się po graniach i szczytach Himalajów. Doniosła chwila opakowana wstęgą pamięci. Powiało romantyzmem, ale tak działają na mnie Góry. One traktują nas jednakowo, tu nie ma znaczenia stan konta, ani pochodzenie. Ten sam wiatr rozwiewa nasze włosy, to samo słońce opieka twarz, ta sama droga usłana kamolami pod butami - dla wszystkich jednakowa! Pytają mnie ludzie, czemu chodzisz po górach? Jest tyle niezwykle pięknych odpowiedzi. Zatem ja dopowiem tylko: załóż buty i idź w góry, jeśli poczujesz to co ja... zrozumiesz mnie. Jeśli nic nie poczujesz, moje tłumaczenie jest pozbawione sensu.

Ks. Szymon KOSMALA (ur. 4.06.1985, Leszno) – po zdaniu matury w 2004 roku w leszczyńskim II LO, wstąpił do Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu, które ukończył w 2010 roku przyjmując święcenia kapłańskie. Pracował jako wikariusz w parafiach w Szamotułach, Kruszewie, Poznaniu, obecnie pełni obowiązki duszpasterskie w parafii w Dąbrówce koło Poznania.

Uprawia bieganie, interesuje się szlakami św. Jakuba, co roku przemierzając jakiś odcinek Camino, zarówno w Polsce, jak i w Hiszpanii czy w Czechach. "Od zawsze lubiłem góry, ale o wyprawie w Himalaje nawet nie marzyłem, a tymczasem zaczyna się realizować niesamowita przygoda".

Ks. Grzegorz Piotr MRÓWCZYŃSKI (ur. 16.11.1967, Wrocław) - do matury mieszkał i kształcił się w Legnicy. W 1986 roku wstąpił do Wrocławskiego Wyższego Seminarium Duchownego. W 1992 roku przyjął święcenia kapłańskie w swojej rodzinnej parafii pod wezwaniem Świętych Piotra i Pawła w Legnicy. Przez ponad dwa lata pracował jako wikariusz w dwóch parafiach - w Świebodzicach i Bolesławcu. Pod koniec 1994 roku został wysłany przez biskupa legnickiego do Włoch. Najpierw do parafii w Forlì (Emilia-Romagna) jako wikariusz, a później na studia specjalistyczne z zakresu Środków Komunikacji Społecznej na Papieskim Uniwersytecie Salezjańskim w Rzymie. Od 1999 roku mieszka na stałe w Rzymie, zaś od 2001 został inkardynowany do diecezji rzymskiej. Od 2006 roku jest proboszczem parafii pod wezwaniem Świętych Cyryla i Metodego, współpatronów Europy na peryferiach Wiecznego Miasta.

Uprawia pływanie, narciarstwo zjazdowe oraz biegowe. Interesuje się literaturą piękną, szczególnie z zakresu powieści historycznej; lubi słuchać muzykę poważną oraz oglądać filmy. Od ponad 10 lat zakochał się w górach, ale już od dzieciństwa nosił się z pragnieniem wyjazdu w Himalaje. “Z każdym dniem ten cel motywuje mnie do pracy nad sobą i do kontaktów z innymi osobami, które mają podobne marzenia” – podkreślił.

Andrzej RADZIKOWSKI (ur. 1.04.1981, Nowy Dwór Mazowiecki, mieszka w Kiścinne k. Czosnowa) - pierwszy Polak, który zwyciężył w Spartathlonie, jednym z najtrudniejszych ultramaratonów na świecie. Upamiętnia wyczyn legendarnego Filippidesa, który w 490 roku p.n.e. pobiegł do Sparty z prośbą o pomoc dla Aten, zagrożonych perskim najazdem. Jesienią 2016 roku liczącą 245,3 km trasę 34. edycji biegu z Aten do Sparty Radzikowski pokonał w czasie 23 godzin jednej minuty i 13 sekund. W historii imprezy tylko 17 zawodnikom udało się uzyskać wynik poniżej 24 godzin.  Ponadto w czerwcu 2016 roku wygrał bieg 24-godzinny w Niemczech (Reichebachner) rezultatem 237,770 km.

Mając bardzo krótki maratoński podkład w 2012 roku zadebiutował w biegu dobowym i od razu sięgnął po brązowy medal mistrzostw Polski świetnym wynikiem 235 km. W tym samym sezonie dołożył jeszcze 249 km w MŚ i ME w Chorzowie, a wspólnie z kolegami z drużyny wywalczył brąz. Miesiąc później wygrał 100 km w Kaliszu (7:37.23). W 2013 roku był już mistrzem Polski w biegu dobowym (251 km). Kolejny sezon i kolejne sukcesy. Rekord kraju w biegu 12-godzinnym w Rudzie Śląskiej  - 145 km 572,5 m. Niespełna pół roku później Radzikowski świętował trzecie miejsce w Spartathlonie (25 godzin i 49 minut), a w 2015 roku drugie w Ultrabalatonie na Węgrzech - 220 km w 18 godzin 58 minut.

"O projekcie Polskie Himalaje opowiedziała mi koleżanka z Poznania Zosia Fechner, która wszystko wie o górach. Od razu złapałem bakcyla i już myślę o supermaratonie w Katmandu" - wyjawił "Król Sparty", który w 2011 roku sięgnął w Katowicach po Biegową Koronę Himalajów, zaliczając w ciągu 12 miesięcy 14 maratonów. Każdy nosił nazwę szczytu zdobytego przez Jerzego Kukuczkę. "To było moje wejście w ultra... I tak się zaczęło..." - podkreślił Andrzej Radzikowski, wykuwający swoją formę w lasach Kampinosu.

Jacek SZYDŁOWSKI (ur. 26.03.1978, Gdańsk): trzeba i warto mieć marzenia

Jako młody chłopak grałem w piłkę w gdańskiej Lechii i to z sukcesami - byłem mistrzem Polski juniorów młodszych oraz starszych. Z powodu poważnej kontuzji kolana (zerwane wiązadła) zakończyłem futbolową przygodę, ale ruchu mi brakowało. Pewnego dnia kolega namówił mnie na maraton w Gdańsku. W 2007 roku pobiegłem z marszu, bez treningu i… poszło całkiem nieźle. Byłem wprawdzie zmęczony, ale spełniony. Jak wróciłem do domu szukalem kolejnego maratonu i tak to się zaczęło.

Potem przy okazji marszu na orientację Harpagan (100 km) był bieg Rzeźnika w Bieszczadach (78 km) i tak dalej, i dalej. Pragnąłem więcej, więcej, mocniej i… zaczęły się góry – polskie i w Europie (m.in. Alpy). Do tej pory ukończyłem ok. 100 różnych biegów i ultramaratonów. Każdy kolejny był wyzwaniem, taki mój Everest.

Teraz mam marzenie o prawdziwym Evereście w Himalajach. Trzeba i warto mieć marzenia - to zawsze powtarzam moim dzieciom i pracownikom. A najważniejsze w tym wszystkim to oprócz pasji, miłości do tego co się robi, jest wsparcie ukochanych osób i rodziny. Ja mam ogromne ze strony żony Kingi, syna Tadzia i córeczki Michalinki. Podobną pasję ma moja siostra Małgosia

I jeszcze krótko o najbliższych. Historia naszej rodziny piekarniczej sięga roku 1945. Wtedy mój dziadek Józef przyjechał do Gdańska po wojnie z Lubelskiego (Trzebieszów). W tym też roku urodził się mój tata Andrzej. Dziadek prowadził w Gdańsku piekarnie, uczył zawodu synów (w tym Andrzeja, mojego tatę) i jak dorośli pootwierali swoje zakłady w tej branży - w sumie trzy: Andrzej, Marek i Janusz.

Ja urodziłem się w 1978 roku i byłem „skazany” na piekarnię, w dobrym tego słowa znaczeniu. Uczyłem się zawodu i chłonąłem wiedzę, studiując technologię żywności (specjalizacja piekarstwo). Od roku 1998 pracuję na własny rachunek. W tym czasie wyszkoliłem wielu czeladników i mistrzów piekarstwa oraz cukiernictwa. Nasz biznes jest typowo rodzinny - oprócz piekarni prowadzimy też hotel w Gdańsku oraz dwie znane kawiarnie Cafe Ferber (na ulicy Długiej w Gdańsku i Monte Cassino w Sopocie). Ostatnio powstał nowy projekt - kawiarnio-piekarnia francuska o nazwie Bagatela w nowopowstałym sopockim dworcu. W sumie zatrudniamy ok. 250 osób. Jest co robić…

GŁÓWNI PATRONI MEDIALNI

    
   pr logo   

GŁÓWNI PARTNERZY

  fundacja zawady   backpackers   pza

            pkol

AMBASADORZY PROJEKTU